Połamali palce kardiochirurgowi, odrąbali ręce kardiochirurgowi, doktorowi Garlickiemu

Kto? Minister Religa, premier Kaczyński, prezydent Kaczyński? Kto? Kto? Dlaczego?

Kto? Ten, kto zdecydował, by odebrać kardiochirurgowi warsztat jego pracy, by zniszczyć jego warsztat pracy, by lekarza zniesławić, zamknąć w więzieniu, zniszczyć jako osobę cieszącą się zaufaniem współobywateli i pożyteczną dla społeczności.

Moja mama, lekarz medycyny, twierdziła, że każdy dobry lekarz musi być trochę szamanem. Mój ojciec, lekarz medycyny, nic nie twierdził, po prostu był szamanem. Ten szamański dar uzdrawiania to nie jest iskra boża w sensie wielkiej medycznej inteligencji albo wiedzy. Pacjenci po kuracji u szamana zdrowieją, choć wedle racjonalnych przesłanek powinni umrzeć, bo ich choroba jest śmiertelna.

Według mojej mamy profesja lekarza jest posłannictwem i misją dlatego, że nie sposób należycie opłacić tego „czegoś nadto”, tego daru leczenia, jaki mają niektórzy przedstawiciele tego zawodu: czasem są to lekarze wiejscy, czasem stołeczni profesorowie. Zwykle jednak do wyleczenia chorego wystarczają wiedza, rozum i zwykłe medyczne procedury, ale pracownicy służby zdrowia, nie obdarzeni darem szamaństwa, świecą jednak odbitym światłem tych z bożym darem leczenia, bosko, wyjątkowo uzdolnionych, jak księżyc świeci światłem słońca. Dziś, gdy tak ważna jest w medycynie technologia i działanie zespołowe, w magii leczenia uczestniczą również niezwykle skomplikowane urządzenia i zespół ludzi, działających wspólnie, zgodnie ze wskazaniami najnowszej wiedzy medycznej.

Ale stale jest potrzebny ten ktoś, kto będzie zszywał białe z białym, żółte z żółtym, czerwone z czerwonym; wielki krojczy ludzkiego ciała, wielki cerowacz, wielki uzdrawiacz. Dziecko boga Asklepiosa, ten, co złożył przysięgę Hipokratesa, ten, co chce i umie leczyć.

Oczywiście jest możliwe, że chirurg, operując trzustkę, będzie doskonale świadomy, że operacja wyceniona na 10 000 PLN w Polsce, w Ameryce warta jest 25 000 dolarów, i nawet może liczyć, ile by zarobił gdzie indziej. Ale przy okazji może wymyślić niezwykle nowatorskie cięcie, niesłychanie skuteczną terapię.

Artysta-krawiec ludzkiego ciała może mieć myśli z różnych poziomów. Wszystko jest w porządku, póki jest artystą – póki może leczyć, operować, uzdrawiać.

Ale oczywiście zdarza się, że najwybitniejszy lekarz może mieć nieznośny charakter, być karierowiczem, bezwzględnie niszczyć zdolniejszych od siebie kolegów. Alkoholizm, nędzny poziom moralny, brak wszelkich zainteresowań kulturalnych, demencja estetyczna, nadmierne ambicje polityczne – wszystko to zdarzyć się może uczniowi Hipokratesa. Może być chciwcem, idiotą, bezwzględnym sknerą. I jednocześnie – artystą o innowacyjnym umyśle, niezwykle zręcznych rękach, wynalazcą nowych terapii, nowych sposobów zszywania.

To jest kwestia dobrej organizacji państwa, by wszystkie istoty były w nim użyteczne; i by ograniczać złośliwość złośliwych.

To jest kwestia należytych zarobków w publicznej służbie zdrowia, by ludzie inteligentni, pracowici i oddani bliźnim, którzy skończyli bardzo trudne studia medyczne, nie musieli zamieniać się w chytrusów i groszorobów. Przyjemnie jest leczyć, przyjemnie jest dostawać należytą zapłatę za leczenie, nieprzyjemnie jest być zmuszonym do uczestnictwa w zabobonnym i podejrzanym mechanizmie składania ofiar przez lękających się śmierci pacjentów, którzy chcą kupić życie i zdrowie.

To jest tak przykre jak artysta chirurg w kajdankach; zniszczone zaufanie, zniszczone nadzieje pacjentów.

Co to za rząd, który niszczy swoich najlepszych, najbardziej uzdolnionych obywateli? Co to za minister zdrowia, który dopuszcza do zrujnowania znakomicie funkcjonującego zespołu medycznego, ratującego ludzkie życie?

Dlaczego?

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby móc komentować.