listopad 26, 2007 – 10:52 pm
Wczoraj pod wieczór my wszystkie chłopaki z Lipnicy złożylimy hołd Zündappowi; nie chcielimy, by w zimę czuł się samotny czy zapomniany. Baron poklepał Zündappa po baku, a potem wyszlimy na zamieć i wicher; nie dało się nawet myśleć o szopie Aptekarza, to poszlimy do suterenki Wątrobianki. Szlimy w padającym śniegu, niektóre chłopaki w czapkach na [...]
listopad 24, 2007 – 6:05 pm
Poszedłem dziś nad naszą rzeczkę Lipniczankę przeliczyć nasze lipnickie łabędzie. Było pięć i jest pięć: dwa białe i trzy czarne. Siadłem na pieńku nad rzeczką i relaksuję się, licząc oddechy, rozglądam się naokoło, patrzę – w kępie wierzb na jednej starej niziuśkiej rokicinie rośnie wielga biała grucha! Ale nie, to nie gruszka, nie dałem się [...]
listopad 22, 2007 – 2:38 pm
Śnieg dziś stopniał, to rozłożylimy pod szopą Aptekarza stanowisko szlifowania mieczy.
Bo do tych pór ćwiczylimy taniec z mieczami na sucho; wszystkie chłopaki z Lipnicy przychodzą na lekcje, ale kilku, że to niby powyżej gabarytu 105, jak Sołtys, jak Piekarz, jak Eugeniusz, i jeszcze by się kilku znalazło, chcą ino stać i podtrzymywać tarczę, na której [...]
listopad 22, 2007 – 1:07 pm
Redaktor C. Michalski napisał w Dzienniku: „Oczywiście, że wśród zwolenników Platformy byli także tacy, którzy zagłosowali na PO albo ją w kampanii wyborczej głośno poparli wyłącznie dlatego, że LiD ze zmęczoną twarzą Aleksandra Kwaśniewskiego i pod wodzą Olejniczaka czy Napieralskiego – mających tyle charyzmy co urzędnicy skarbówki – od samego początku gwarantował przegraną”. Otóż charyzma [...]
listopad 22, 2007 – 7:09 am
today too, today too
living in mist…
little house
(co mniej więcej znaczy:)
dziś także, dziś także
żyjąc we mgle…
mały domek
listopad 18, 2007 – 3:35 pm
Przy kolacyji się skończyło, bo po obchodzie lasu, kiedy Piekarz opowiedział mi początki znajomości z Aptekarzową, ja poszedłem do mojej Iwonki do młyna, liczyć worki, a Piekarz, że to wziął sobie w swojej piekarni mały urlop, poszedł do domu Tatusia mojej Iwonki gotować obiad. I jak my przyszli z Iwonką, to Tatuś mojej Iwonki bardzo [...]
listopad 17, 2007 – 11:04 pm
Zaczęło się przy śniadaniu: moja Iwonka zarzuciła mi pięknoduchostwo, bo zapomniałem kupić cynamon do owsianki. Musiałem tłumaczyć, że to wcale nie ja zapomniałem, ino False-Ogrodnickówną spotkałem przy wejściu do sklepiku, i zaczęła mi opowiadać, że ona lubi kiszoną kapustkę z białą kiełbaską, że False-Ogrodnick musi mieć do kapusty skwarki ze słoniny i schabowego w panierce, [...]
listopad 15, 2007 – 2:31 pm
Być odważnym jak Olejniczak – z balkonu na piątym piętrze zeskoczył na balkon piętro niżej; być współczującym jak Olejniczak – chciał uratować ludzkie życie, uratować kobietę od męki śmierci w pożarze. To czynne współczucie, które zawsze istniało w Olejniczaku, a gdy zaszły szczególne okoliczności, przejawiło się tak wyraziście – to czynne współczucie jest kwintesencją [...]
listopad 12, 2007 – 10:04 pm
Aptekarzowa wcale nie chciała przychodzić, że głowa ją boli od aury Wikarego, że pierogów nie cierpi, ale wyperswadowałem jej, że ktoś musi przecie oddzielać mnie od prawicy, niech to bydzie ona jako apolityczna. To przyszła, bardzo sielnie wyperfumowana, ino z warunkiem, by nad krzesłem miała duże A – od apolityczna. I prawica obsiedła nas lewicę [...]
listopad 12, 2007 – 9:14 pm
at my gate
the crow laughs
at the branch I grafted
(co mniej więcej znaczy:)
przy mojej furtce
wrona śmieje się
na gałęzi którą szczepiłem