Redaktor C. Michalski napisał w Dzienniku: „Oczywiście, że wśród zwolenników Platformy byli także tacy, którzy zagłosowali na PO albo ją w kampanii wyborczej głośno poparli wyłącznie dlatego, że LiD ze zmęczoną twarzą Aleksandra Kwaśniewskiego i pod wodzą Olejniczaka czy Napieralskiego – mających tyle charyzmy co urzędnicy skarbówki – od samego początku gwarantował przegraną”. Otóż charyzma urzędnika skarbówki jest ogromna! Przecież na każde wezwanie urzędnika skarbówki natychmiast musisz się udać na spotkanie z nim, do urzędu! Naprawdę ogromną siłę przywabiania i nakazywania, siłę nęcenia, ogromną charyzmę ma urzędnik skarbówki! Redaktor Michalski może tej mocy urzędnika skarbówki nie doświadczył, ale mogą mu dopomóc w zrozumieniu istoty tej charyzmy oczywiste analogie, jakie może zaczerpnąć z katechizmu.
Ta uwaga konserwatywnego redaktora Michalskiego o przedstawicielach lewicy jest więc zatajoną pochwałą, a naiwna złośliwość tej uwagi i wyraźna osobista emocja są w najlepszym stylu Leszka Millera; no i wygenerował tę uwagę ktoś z charyzmą carskiego gryzipiórka – choć w sumie nie wiem na pewno, widziałam Michalskiego tylko w TV, ekran telewizora może łudzić w ocenie form i kolorów. Ale, jako że redaktor Michalski to prawicowy dziennikarz, może mogłabym w ocenie jego charyzmy wspomóc się jego małżonką Manuelą Gretkowską, cóż że byłą, niech człek nie rozłącza co Bóg złączył. Bo charyzmę małżonki redaktora można dokładnie wyliczyć (procent poparcia dla jej Partii Kobiet w ostatnich wyborach: 0,28%) i obejrzeć: otóż zaprezentowała się swoim wyborcom z nagą głową, ramionami, rękami i nogami, a tułowiem zasłoniętym; czyli Gretkowska ma charyzmę jak 0,28% wobec 100%. Taka też byłaby charyzma jej małżonka, redaktora Michalskiego.
A znamienne, że w wyborach 21 października inna konserwatywna małżonka konserwatywnego małżonka, Rokitowa, członkini PiS, znacząco wspomogła PO, o czym zapewnił ostatnio sam Grzegorz Schetyna; otóż prawicowa małżonka Rokity zdobyła bardzo wiele głosów wyborczych dla PO nosząc się jak prawowierny chasyd, zawsze z przykrytą głową wobec Jahwe, także w pomieszczeniu zamkniętym.
Jak widać, strategia diametralnie różna od pomysłu Gretkowskiej. A przecież Rokitowa nosiła chętnie rękawiczki mitenki, odkrywające końce palców. Gdyby zakryła te koniuszki, miałaby jeszcze większe „wyczucie w palcach” i sprezentowałaby jeszcze więcej głosów PO, swojej partii macierzystej, owijając się od stóp do głów fundamentalistycznym czarczafem, z białkami oczu łyskającymi jeszcze bardziej uwodzicielsko na tle obszernego namiotu z ciemnej tkaniny. Cóżby wtedy ofiarował jej Schetyna?
Wot wapros.