A bo Piekarz piekł na zebranie specjalny przekładaniec, w kuchni u mojej Iwonki, żeby Cukierniczka nie widziała, co Piekarz do środka kładzie, a strasznie kosztowne podobierał składniki i proszki i aromaty, z wierzchu posypał drobinkami złota, ale ciasto się spaliło.
A znowu, też na prawicy, Wątrobianka zgubił trzykropek i nie chce wyjść ze swojej sutereny, bo, labidzi, jak ja się teraz wyróżnię jako głęboki myśliciel, może nawet trochę – filozof, o zakroju nieśmiele tischnerowskim? Ja… moje głębokie ja… moje ja poszukujące… moje ja głębokie jak trzykropek… moje ja poszukujące trzykropka… bez trzykropka… I siedzi, i nakłada politurę na… na co się da. I… szuka trzykropka… A bez Wątrobianki Wikary nie chce przyjść, bo powiada, w czas od św. Łucji do samych Świąt prawicy potrzebne jest dodatkowe jakby… światełko… jakby dodatkowy… kaganek… I Wikary zwierzył się, że teraz po zmierzchu na dwór w ogóle nie wychodzi, boi się złych duchów, co mogą go po nocy porwać i unieść gdzieś daleko od Lipnicy naszej, i na długo. W dziką jazdę.
Tu nasz baron Rumiany zaśmiał się głośno, i tak jakoś, że Wikary zasłonił się od barona jakimiś specjalnym znakiem.
(Stalimy wszystkie chłopaki lipnickie w kolejce po marcepan promocyjny).
Tak więc zebrania dotąd nie ma, bo nasza lipnicka prawica przypala wypieki i szuka co zgubiła. Szuka z kagankiem.