Pożegnalne słodycze czy też słodkie ostatki

Jeszcze tylko kilka dni białego miesiąca. Rozstanie być musi, jeśli jest spotkanie; a przed rozstaniem pora na pożegnanie. Poseł Janusz Onyszkiewicz zapewne odejdzie z LiDu w swoją stronę ze swoją PD. Dla mnie Onyszkiewicza, zdobywcę K2, przez małżeństwo spowinowaconego z rodem Piłsudskiego, zawsze będzie opromieniał rodzaj aureoli; ale to samo dotyczy Olejniczaka, który mężnie ratował życie kobiety zagrożonej w pożarze. Trzeba wiedzieć, do czego jest zdolna postać przywódcza, kim jest lider; ale przecież nie są to czasy, gdy taki blask wystarczy wyborcom, by szli za swoim atamanem z wiernym oddaniem kozaka dońskiego.

Myślałam też sobie, że Dziadek, Piłsudski, niegdyś wydawca pisma Robotnik, być może byłby zadowolony z koalicji partii Onyszkiewicza z SLD, nosicielką idei socjalizmu. SLD uważało, że PD ją nobilituje, a dla PD też był pożyteczny kontakt z partią lewicową (na ile SLD promieniuje socjalizmem). I tak obie partie pięknie się nawzajem nobilitowały, ale bardzo zły wynik wyborczy LiD i wymogi ugrupowań w Parlamencie Europejskim to chyba ostateczne wezwanie do zmian i rozstań.

Aleksander Kwaśniewski opuścił lewicę, odszedł z polityki. Na kojącą emeryturę, jak przypuszczam, nie na urlop. Och, ten znamienny reklamowy klip LiDu z minionej kampanii wyborczej, pamiętam go z grubsza: na tle mrocznych półek z książkami na całą ścianę siedzi w skórzanym fortelu Kwaśniewski i przemawia pouczająco i krzepiąco jak profesor z Turgieniewa czy Czechowa. Podchodzi doń żona, wystylizowana na profesorową z dawnej rosyjskiej inteligencji – może nawet w włóczkowym szalu na ramionach – mówi coś czułego i subtelnego, stając za fotelem męża, może okalając go ramieniem. W tle banalne solo fortepianu. Mroczno, schyłkowo i kulturalnie. A za otwartym oknem słychać wesołe głosy: i oto stara inteligencja w osobach państwa Kwaśniewskich oddaje rządy młodemu pokoleniu, przyszłości narodu, co w słońcu gra w piłkę na boisku – po wyborach okazało się, że to Tusk premier, Bielecki prezes banku, i jeszcze kilku mołojców. Ganiają za piłką, wrzeszczą, podstawiają sobie nogi. Kto wymyślił ten wideoklip, odpowiada za żałosnych 13% LiD w wyborach parlamentarnych 2007.

Choć jest tu coś słodkiego: postać szlachetnego inteligenta humanisty jako korony ludzkiej egzystencji – nie wódz, nie kapłan, tylko ktoś czytający książki. Mógłby też być biolog nad mikroskopem, fizyk nad aparaturą, informatyk nad komputerem czy zielarz w chińskim sklepiku, tylko niechże nie przyjmuje pozy starca, abdykującego na rzecz piłkarzy.

I słodkie, że pani przyjmuje pozę ochrony swego pomazańca. Następczyni Kwaśniewskiej, pani Kaczyńska, swego lubego też chroni, nawet czesze i ubiera publicznie, choć efekt nie jest najlepszy. Pary prominentów musimy rozpatrywać jako idealne platońskie całości; co myśleć o prezydentowej Polski, reprezentantce wszystkich Polek, która kupuje sobie dokładnie takiego samego pieska, jak ma prezydentowa USA? Słodki naiwny snobizm, niezdrowy serwilizm, czy nienaiwne wyrachowanie? Nie jest to sympatyczne, ale złożoność postaci pani Kaczyńskiej bez wątpienia jest interesująca. Niestety trudno przyjąć, że złożoność czy nieszczerość jest słodka. Zaraz, a gdzie tu rozstanie? Ach, to ja muszę się pożegnać z tęsknotą do polskiej prezydentowej w takim świetnym stylu, z takim zmysłem mody i tak utalentowanej jak Carla Bruni.

 

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby móc komentować.