Na początku stwarzania…
Na początku zacytuję Cezarego Michalskiego z Dziennika, który mówi o Stanisławie Brzozowskim: „lubił przestrzegać współczesnych mu rewolucjonistów słowami: niszczcie tylko to, co potrafilibyście zastąpić.”
Na początku roku 2008 raport Komisji Europejskiej stwierdza, że w Polsce 29% dzieci żyje poniżej progu ubóstwa. Są niedożywione, bo rodziców nie stać na dobre zdrowe jedzenie, źle ubrane - cierpią chłód, są albo będą słabe i chorowite, w potrzebie gorzej leczone, bo rodziców nie stać na lekarstwa. Może umrą młodo. Głodne, słabe, zastraszone, ośmieszane, pogardzane polskie dzieci. Może będą półanalfabetami lub analfabetami. Nie będą czytać książek ani nawet gazet.
Na początku roku 2008 19% Polaków żyje poniżej progu ubóstwa, są wykluczeni z uczestnictwa w życiu polskiej społeczności pod względem gospodarczym i kulturalnym.
Na początku roku 2008 w Polsce co trzeci pracownik nie ma stałej umowy o pracę.
Na początku 2008 roku wiemy, że już co najmniej milion młodych kobiet w prokreacyjnym wieku 20-40 lat wyjechało z Polski w celach zarobkowych na Zachód, i zapewne już nie wrócą.
Na początku marca 2008 przeczytałam w elektronicznej Gazecie Wyborczej wywiad Żakowskiego (Ż) z Michnikiem (M) pod tytułem “Gustaw-Konrad z Waryńskim w tle”. Wywiad robi wrażenie. Dwa głosy, pytający (Ż) i pytany (M), wiją się wokół siebie i tematów w połyskliwych splotach, jak słynny wąż z początku księgi Bereszit (Tora), „najbardziej przebiegły ze wszystkich dzikich zwierząt, które uczynił Bóg”, owinięty wokół konarów drzewa poznania złego i dobrego, jeden wąż z jedną mówiącą głową na jednym końcu węża, a drugą na drugim. Na taki obraz przełożyła mi się harmonia między interlokutorami i wspólna im obu wiedza i niewiedza.
Pod koniec wywiadu (M) mówi: Nigdy nie czułem się politykiem. (Ż) stwierdza: Ale byłeś nim. Tyle że twoja polityka zawsze była wzniosła. A (M) odpowiada: To jest efekt Marca, gdzie sprawą podstawową był spór o wartości, o polskość.
Więc znakomicie do nich pasuje taki alegoryczny obraz dwóch wartościowych dumnych demokratycznych istot na wyniosłym drzewie, z którego na pewno nie zrobi się papieru, by wydrukować Gazetę Wyborczą, bo jest to drzewo wirtualne, w tym podobne dębowi z poematu Puszkina, jedynego słowiańskiego poety dorównującego Mickiewiczowi:
„Jest nad zatoką dąb zielony,
Na dębie złoty łańcuch lśni;
I całe noce, całe dni
Wędruje po nim kot uczony;
Zwróci się w prawo - śpiewa pieśni,
A w lewo - bajki opowiada.” (tłumaczył Brzechwa)
Cały wywiad (Ż) z (M) opiera się na schemacie serii przemian, jakie zaszły w Michniku-komuniście ceniącym Waryńskiego, z sercem po lewej stronie, i ewoluującym w socjalistę; pierwsza z nich zaszła po Marcu 68, po przeczytaniu po trzykroć „Dziadów” Mickiewicza. Wtedy (M) otworzył się na naród. Druga przemiana zaszła, gdy w roku 1989, posługując się liczmanami z przestrzeni literackiej Żeromskiego, z Baryki zmienił się w Gajowca, otworzył się na Zachód i wolny rynek, umieszczając swój portfel po stronie prawej. I te przemiany w Michniku miałyby współgrać czy wyprzedzać przemiany Polski, nie tylko w wirtualnym zakresie światopoglądu, ale i realnym.
Zawsze odczuwałam jako dyskomfort, że Michnika (M) nie znam; bo choć bardzo doceniam go jako opozycjonistę, więźnia politycznego w PRL, a po 1989 jako człowieka sukcesu w biznesie medialnym, takiego polskiego Berlusconiego, udatnie jednoczącego wokół siebie ludzi i kapitał, to jednak nie czytałam jego książek, a bardzo rzadko jego artykuły. Ale mój dyskomfort znikł, gdy po przeczytaniu wywiadu zorientowałam się, że ta postawa wykluczającej niewiedzy jest częścią samoświadomości Michnika – do tego stopnia, że (M) nie zna życia i twórczości swego ulubionego poety Mickiewicza, któremu wszak zawdzięcza schemat swojej ewolucji życiowej (Gustaw-Konrad), i poczuwa się do głębinowych z nim więzi, ekskluzywnego zrozumienia, a także ponadczasowego porozumienia, nadkumpelskiej poufałości, upoważniającej nawet do przemawiania w imieniu wieszcza jak kapłan jego kultu, czemu (M) daje wyraz w ostatnim słowie wywiadu: A na koniec pragnę powiedzieć zwolennikom postnowoczesności i postpolityczności, że w trudnych momentach stary Adam Mickiewicz potrafi przypomnieć o swojej mocy.
Nie wiem jednak, jaką to moc Mickiewicza zna sam (M), skoro zupełnie nic nie wie o 22 latach życia poety po napisaniu „Dziadów”. Ani razu nie wymienia żadnej linijki pełnych mocy dzieł, nie wspomina realnych czynów Mickiewicza. Może je przemilcza, może ich nie zna, obaj z (Ż) ich nie znają.
Oto dowód: (Ż): Zastanawiałem się, dlaczego przyglądasz się temu tak spokojnie. (że obecnie na uczelniach studiuje mniej dzieci chłopskich niż w czasach przez II wojną, astai) Myślę, że naznaczyła cię przeprowadzka ze Szlisselburga do celi u bazylianów. Mickiewicz nie dumał nad nędzą kurnej chaty. Także w tym sensie jesteś naznaczony przez Marzec.
(M): Być może. A drugi raz naznaczył mnie rok 1989, kiedy przeobraziłem się z Baryki w Gajowca.
Podziwiamy, jakie cudowne przemiany w biegu czasu zachodziły w (M) – z Waryńskiego w Gustawa-Konrada. A potem, według receptury Żeromskiego, (M) przemienił się z Baryki w Gajowca. Według sugestii (Ż) jest (M) jakby żywym spełnieniem mitów literatury polskiej. Realizacją prawzoru rozwoju człowieka-demokraty. A socjalistą (M) przestał być przez Mickiewicza, jak twierdzi (Z) i z czym się zgadza M.
Podziwiamy, jakie cudowne przemiany w biegu czasu zachodziły w (M) – z Waryńskiego w Gustawa-Konrada. A potem, według receptury Żeromskiego, (M) przemienił się z Baryki w Gajowca. Według sugestii (Ż) jest (M) jakby żywym spełnieniem mitów literatury polskiej. Realizacją prawzoru rozwoju człowieka-demokraty. A socjalistą (M) przestał być przez Mickiewicza, jak twierdzi (Z) i z czym się zgadza M.