Umberto Eco, który w książce „Wahadło Foucaulta” wzniósł nagrobek niedobitemu przez Inkwizycję zachodniemu ezoteryzmowi, a ostatnio na początku marca tego roku (tak, w miesiącu poświęconym Marsowi) całą siłą swego racjonalnego umysłu w Rzymie (tak, tak, w tym Rzymie, który jest stolicą rzymskiej religii, wg prezydenta Kaczyńskiego) wyśmiewał na Festiwalu Matematyki pomysł uznawania niektórych liczb za bardziej magiczne od innych, może by się trochę zacukał, że wczoraj polski Sejm przyjął Traktat Lizboński o godzinie 17 minut 17 (jak podaje Gazeta Wyborcza) .
A dziś, 2.04.2008 (co razem czyni 7) w senacie 17 senatorów zagłosowało przeciwko ratyfikacji Traktatu. Eco uważa, że numerologia to „perwersyjne wykorzystanie matematyki”; jednak jego rodacy, mieszkańcy Włoch (stolica Rzym) zabobonnie obawiają się liczby 17, nie lubili jej też Egipcjanie. Ale w Torze liczba 17, wspomniana tylko 17 razy, oznacza zwycięstwo, jak zapewniają podobno żydowscy kabaliści. Czyżby Warszawa była utajoną europejską stolicą numerologicznych perwersji? Na pewno doceni to posłanka Sobecka z PiS, zaprzątnięta wyliczaniem daty urodzin postaci z Pisma Św., i cały stojący za nią think tank.