Pod koniec marca w katakumbach Bunkra Sztuki (centrum Krakowa), gdzie w ścisłej konspiracji zbierają się pierwsi krakowscy lewicowcy XXI wieku, oglądałam film „Mary,koszmary” Yael Bartany z Izraela. To jest naprawdę mocna rzecz. Oczywiście ten performance, zrobiony na wzór przedwojennych syjonistycznych agitek, nawołujących Żydów polskich do wyjazdu do Palestyny, ma więcej niż jeden cudzysłów; podobno inspiracją dla Bartany było jakieś wystąpienie Marcinkiewicza.
W filmie jednoznaczny jest tylko czerwony krawat Sierakowskiego. Stoi on na pustym Stadionie Dziesięciolecia, na podwyższeniu, i do samosiejek chwastów i drzewek, słuchających go równie uważnie jak grupka harcerzy, wysypujących gipsem angielski napis na murawie (3 miliony Żydów ocali 40 milionów Polaków) wygłasza mowę (napisał ją wraz z Kingą Dunin): „Żydzi! Rodacy! Wracajcie! Polscy Żydzi, wracajcie do Polski! Potrzebujemy was, tęsknimy do was, chcemy was między nami, abyście byli naszym lustrem i dopełnieniem! Uspokójcie nas co do waszych pierzyn, które tu zostały!” Czy to są nowe „Dziady” Bartany, Dunin i Sierakowskiego? Sierakowski przyzywa duchy zabitych w Endlösung der Judenfrage?
Ale to powinien wykrzyczeć raczej minister Sikorski, wsparty na rosyjskim wojskowym motocyklu z przyczepą: „Niemcy, oddajcie nam 3 miliony naszych Żydów!!! Oddajcie nam naszych chasydów! Mosterdzieju, niech mnie kule biją!”; jako przedstawiciel polskiego ziemiaństwa, odrodzonego po 89 roku, miałby nawet moralne prawo do takiego wezwania, bo przecież każdy szlachcic miał swego Żyda, arendarza czy faktora, ministra finansów. Ale zabici przez Niemców wspaniali mistycy żydowscy, polscy chasydzi, wierzyli w wędrówkę dusz, więc wedle ich nauk dusze zamordowanych w holocauście dziś już są od dawna na nowo wcielone, ugrzęzłe w materii, co prawda w nowej postaci. Być może niektórzy już do Polski wrócili, wrócili, włączeni w kołowrót śmierć/narodziny,w którym uczestniczą wraz z Niemcami; my, Polacy, świadkowie, musieliśmy patrzeć na fazę zabijania/umierania, byliśmy świadkami zabijania tych, co mieszkali koło nas polskiej ziemi. Jednak nie wydaje się, by o takim, w stylu Baal Shem Tova, do ostateczności nieuchwytnym, powrocie Żydów polskich myśleli Sierakowski z Dunin i Bartaną. 3 miliony dusz Żydów, zabitych przez Niemców… nie posłuchają wezwań do powrotu.
Nie wrócili do Polski po 89 roku potomkowie tych Żydów, co przed II wojną na kraj świata, do Kalifornii,do Argentyny uciekli z rozsławionych przez Chagalla osławionych sztetl, małych żydowskich miasteczek. Ci, co ocaleli w Polsce albo w Rosji, i też wyjechali, także wracać nie chcą.
Nikt nie wrócił, by zamieszkać na stałe w Lelowie czy Pińczowie czy Kocku. I nic dziwnego, bo żeby wyczuć, jak trudne do życia były te piękne miasteczka, żeby w to się wczuć, wystarczy przejść się krakowskim Kazimierzem ze świadomością, że w tym oto malowniczym domku bez kanalizacji i ogrzewania, w jednym podnajętym pokoju mieszka 15-osobowa rodzina chorego na gruźlicę szewca. Bardzo pobożnego szewca, który umiera z głodu. Może więc wszyscy Żydzi wynieśli z dawnego kraju złe wspomnienia. Na Kazimierzu stoi bardzo zniszczony nędzny domek, w którym urodziła się Helena Rubinstein; dla niej, dla jej spadkobierców nie ma on żadnej wartości sentymentalnej. Jasne jest więc, że czar krakowskiego Kazimierza jest bardzo względny; inny zza szynkwasu pubu, inny na podwóreczkach, gdzie w Jom Kipur Żydzi składali ofiary z kur za dalsze życie ludzi, a patrzyły na to z wysokiego nieba te same gwiazdy, co oglądały zagładę getta.
Polscy Żydzi, co wyjechali z Polski po roku 68, 15 tysięcy, też nie wracają. Gdyby byli z nami, to może mądrzej byśmy rozegrali naszą solidarność i transformację ustrojową po 89. Może gdyby w roku 68 nie wyjechali z Polski, to ostałby się choćby cień idealizmu w funkcjonowaniu władzy.
Może więc film Bartany to jest – wielkie polityczne odczarowanie przez performance? Sierakowski, zaaranżowany w stylu lat 70, w czerwonym krawacie, odczarowuje tamtoczesnych młodzieńców w typie Balcerowicza czy Kwaśniewskiego, którzy po roku 1968 podnajęli fragment swych torsów na przestrzeń reklamową czerwonego krawatu i dostali dobrą cenę: posłuch milionów Polaków przez wiele lat. A podnajęli się pod czerwone krawaty, gdy w naród już poszła wieść: Władza bije studentów! Biją młodzież! Pałką wychowują własne przyszłe elity! Wyrzucają Żydów z kraju! Gdy się wybiera w taki czas udział we władzy, to wiadomo, że żądza władzy w wybierającym jest szczera.
Nie jedno polityczne odczarowanie jest nam potrzebne. Nie jeden performance.
A gdyby tak wicepremier Pawlak (szczerze polskie nazwisko jako asekuracja) wspiął się na wieżę Kościoła Mariackiego w Krakowie i zawołał: „Niemcy, nasi krakowscy Niemcy, wracajcie! Wracajcie, potomkowie Macieja Heringa, który wybudował tę oto piękną kościelną wieżę, bo mamy bardzo dużo dróg i domów do wybudowania!”
Albo gdyby minister Schetyna wezwał z mola w Międzyzdrojach: „Niemcy z Pomorza i Dolnego Śląska,wracajcie do waszych domów!! Potrzebujemy was jako nasze lustrzane odbicie i nasze dopełnienie! Pragniemy uczyć się dobrej organizacji cywilizowanego życia we wspólnocie miejskiej!”
Albo – można też sobie pomyśleć kogoś, kto idzie Bulwarem Czerwieńskim nad Wisłą pod Wawelem i woła: „Wracajcie, wy, którzy napoiliście w Wiśle wasze konie, wracajcie, to był rok 1241, ale więź istnieje! Tęsknimy do waszego rozmachu i muzyki wojskowej!”
Bo jeśli mowa o restytucji przeszłości, to chyba wszyscy, co kiedyś tu mieszkali, albo ci, co coś tu posiadali, pierzynę czy hutę, albo coś stworzyli, wybudowali czy posadzili, powinni wrócić do swego? Czemu więc tylko Żydzi mają wracać i znaleźć ciepłe miejsce w sercu Polaków? A co z potomkami Niemców czy Austriaków? A co z potomkami Ukraińców? A Rosjan?
Którzy żyją wśród nas.
W końcu jesteśmy częścią Eurazji. Czas płynie, zmienia wymiary, niweczy mary i koszmary.
Oto jeszcze inne odczarowanie: anegdota. Miron Białoszewski opowiada o polskim pisarzu stypendyście w Paryżu, który chyba w latach 60, jako prawdziwy prowincjusz z Warszawy, zagubił się w wielkim ruchliwym metrze i przerażony zaczął wołać po polsku: Żydzi do mnie! I od razu znalazł się rodak-Żyd, który wyprowadził na powierzchnię zagubionego w labiryncie nowoczesności rodaka-Polaka.