Przy stoliku kawiarnianym pod kamieniczką na Rynku Krakowskim przysiadł, skromnie zestawiwszy kolana, chuderlawy metaliczny gnom w wielkim czapidraku. Przyszedł z pałacowej piwnicy z książeczką w dłoni, czuwa dzień i noc nad Rynkiem, ale minę ma markotną. Rozpoetyzowany gnom siedzi trochę bokiem, zwraca się ku ulicy Wiślnej, byle nie widzieć leżącej na wprost, pod Ratuszem, monstrualnej skóry ze skalpem, zesztywniałej w szlachetny metal, którą rzeźbiarz nazwał Eros, a ściągnął z głowy olbrzyma, wskutek mutacji albo genetycznej manipulacji pięknego (uroda to dla brzydkich olbrzymów nieszczęście, bo kto chciałby być odmieńcem). Ten metaliczny Eros, z nosem oklejonym niedbale skrawkiem bandaża, smętnie leżący na prawym uchu, ta archaizująca nibygrecka głowa, ten szczątek nieistniejącej całości niechby spokojnie spoczął w ziemi między dworcem kolejowym a pawilonem handlowym, zakopany aż po nos. Niechże czeka tam tysiąc lat na archeologa, co go triumfalnie odkopie. Czubek nosa Erosa, wystający z trawnika, w zupełności by wystarczył jako krakowski symbol erotyczny, a mocy miałby więcej niż cała głowa (ściśle mówiąc skóra głowy).
Poetyczny gnom zwrócił się bokiem, jeszcze chwila, a zbierze dość sił, by po prostu wstać i pójść sprzed krakowskiego Ratusza gdzie oczy poniosą, a przestrzeń publiczna miasta radośniejsza.
Jak długo nawet rozpoetyzowany gnom z metalu wytrzyma w mieście, gdzie Eros nie ma serca, rąk ani nóg, ani mózgu?
A jeśli całe miasto Kraków to tylko powłoka, która nie zawiera już nic autentycznego?
Zamiast otwartej szlachetnej przestrzeni miasta namnożyły się zamknięte osiedla, zagrodzone przed okropnym ludem, widać w obawie rewolucji. Nawet przy ulicy Komuny Paryskiej.
Na Cmentarzu Rakowickim chciwość i pożądanie kawioru, podobno dochodziło do orgii.
Mąż posłanki PiS Rokiciny w lansadach zbliżył się do komputera i stracił z nim urojone internetowe dziewictwo.
Na ulicach nie ma wspaniałości i wspólnoty, na cmentarzu spoczynku, pod kapeluszem cnoty.
A wszystko przez Erosa spod Ratusza, Erosa wydrążonego.
Gnom po północy zagląda do swej książeczki, szuka rady.