Edukacyjna podróż życia premiera Tuska i misja mediów publicznych

Gdyby w Polsce istniała przestrzeń publicznego dyskursu;

gdyby w Polsce istniała przestrzeń dla informacji bezstronnej , rzetelnej i wyczerpującej, przestrzeń informacji rozumnej, gdzie łatwo rozpoznać pojawienie się emocji i łatwo uniknąć ich wpływu na ocenę faktów; gdyby w Polsce była taka przestrzeń dyskursu, zbudowana na przykład z I programu TV, I programu radia (finansowanych z abonamentu ściągalnego w 90%) i ich ekspozytur internetowych, bez reklam i bez ideologii (w pełni niezależna prasa to może trochę utopia, a może już anachronizm); gdyby w Polsce istniała nasza BBC, współtworząc przestrzeń szacunku dla rozumu, wizji i imponderabiliów; gdyby w Polsce istniała taka przestrzeń publicznego dyskursu, przestrzeń faktów i spokojnej ich oceny, to podróż premiera Tuska do Peru i Chile można by widzieć tak:

Premiera naszego ubogiego rolniczego kraju ze wschodniej rubieży Europy zachodniej, kraju o wskaźniku urbanizacji 62% (38% Polaków mieszka na wsi), zaprosił na ważne międzynarodowe spotkanie rząd Peru, które ma wskaźnik urbanizacji 72%.

Podczas spotkania Tusk siedział obok prezydenta Wenezueli Chaveza, a wszak dobrzy dyplomaci wykorzystują takie sytuacje. Wenezuela ma najpiękniejszą na świecie la isla Margerita, ale także ropę naftową, a my ropy pilnie potrzebujemy – oto więc uzyskał Tusk szczęśliwą sposobność do nawiązania kontaktu. Nasz premier jako przedstawiciel Polski dostał najwyższe odznaczenie państwowe Peru.

W Peru premier, prosto z mazowieckich nizin, i jego sympatyczna żona, zafascynowana kulturą Ameryki Łacińskiej, zwiedzili pogańskie górskie miasto, siódmy cud świata, miasto kapłanek i uczonych. Kroczyli wprawdzie po 500 latach, ale to niewiele dla historyków – nareszcie w orszaku zwycięzców, dalecy krewni katolickich konkwistadorów. A skala zniszczeń w misyjnej konkwiście była tak wielka, że dziś nie wiemy, jak się naprawdę nazywało Machu Picchu.

Państwo Tuskowie mogliby w Peru zwiedzić także Caral Supe nad Pacyfikiem, pozostałości niezwykłego miasta sprzed 5 tysięcy lat, ze świątyniami, budynkami i piramidami, równolatkami piramid egipskich; w ruinach Caral znaleziono najstarszy znany szczątek qipu, pisma węzełkowego. Miasto opuszczono z niewiadomych powodów.

A jeszcze podróż drogą żelazną w Andach, wybudowaną przez polskiego inżyniera, Malinowskiego! Jakaż inspiracja! Skoro on dokonał tego wielkiego dzieła w wieku XIX, to już na pewno nasi inżynierowie w wieku XXI przetną naszą nizinę siecią doskonałych szybkich dróg, dostępnych bez opłat.

W Chile Tusk zwiedził Villa Grimaldi, gdzie ludzie Pinocheta więzili i mordowali przedstawicieli lewicy; to była zapewne silna szczepionka przeciwko sympatii do środków, uświęconych przez cel.

Pożyteczne (reprezentacja, dyplomacja, uczestnictwo i nawiązywanie więzi) podało więc dłoń Pięknemu (zwiedzanie jednego z siedmiu cudów świata, drogi żelaznej w Andach, poznawanie rozmaitości i bogactwa tamtejszej natury, kultury i rękodzieła – świetne czapki i szale) i razem wiodły premierostwo Tusków przez Peru i Chile. Taka wyprawa lokuje w należytej perspektywie całą naszą Europę, z jej centrum i z peryferiami, historią i teraźniejszością; jest więc nieocenioną nauką dla polityka. Ale w polskiej przestrzeni dyskursu publicznego interesowano się głównie aspektem ceny: ile kosztuje ten wyjazd (1,6 mln PLN) i czy to nie za drogo w stosunku do efektów. Bo także czas to pieniądz. I nie zawsze najlepsze rzeczy są za darmo; bardzo często, ale nie zawsze.

W tym wypadku cenę w monecie swej popularności zapłacił premier Tusk. Opinia publiczna zgorszyła się tym, co uznano za aspekt wyłącznie rozrywkowy czy turystyczny; działką, za jaką odpowiadało Piękne. A to przecież Pożyteczne przeważyło swoim aspektem poznawczo-edukacyjnym czy wprost reedukacyjnym, przez co inspirującym dla premiera z PO, partii chrześcijańsko-demokratycznej.

Ta podróż sięgałaby sfery imponderabiliów. Sięgnęłaby, gdyby ją właściwie opisano.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby móc komentować.