Ogarnięty Kraków w 751 roku istnienia (na prawie magdeburskim)

Przedwczoraj zbudziłam się skoro świt, bo coś stukało, łomotało i hurgotało. I warczało. To nowy kot mościł się na stole między klawiaturą a monitorem, chyba próbował pisać, w końcu przysiadł na klawiszach i zainteresował się myszką, gryzł kabelek, próbował ją podrzucić raz czy dwa, zepchnąć ze stołu raz czy dwa. To było nowe zachowanie u naszego nowego kota, prawdziwie mężnie zabrał się do zabawy.

W zimie przybył do nas jako kot dorosły, dobrze wychowany i wypielęgnowany, podobno stateczny, ale w nowym miejscu żył w neurotycznym popłochu i nieufnym rozedrganiu, kryjąc się przy byle ruchu czy zmianie pod stołami i kanapami, w szafie czy pod szafą. Choć paranoicznie nieśmiały, na wiosnę zaczął znaczyć teren, którego tak nie akceptował, i trzeba się było zwrócić o pomoc do pani weterynarz.

I otóż ledwie kilka dni po zabiegu kot zaczął patrzeć przytomniej na świat; a to się pobawi piłeczką, a to pobiega za tasiemką na patyku lub miarką krawiecką, a to wskoczy przelotem na kolana, zaraz z nich zeskakując, a to zasiądzie między klawiaturą i monitorem i uśnie na mgnienie, czujnie machając ogonem. Odmieniony nie do poznania! Ogarnął się.

Ale jeszcze nie zabierał się do pracy. A kiedy przyszła pora na ranną zabawę, czyli kocią pracę, pod wieczór myszka ostatecznie zdechła.

Po zachodzie słońca musiałam iść na polowanie. Wszystkie drogi w Krakowie wiodą do Rynku, uliczką z naprzeciwka szedł prawicowy polityk, ten, co ma usta jak spuchnięte od namiętnych pocałunków, jakoś bardzo skrzywiony.

Trochę zaniepokojona weszłam na Rynek od Anny, tam, gdzie pod Ratuszem leży głowa Erosa Wybebeszonego ręką Mitoraja. Ale na Rynku panował ogólnie dobry nastrój, jak wszędzie, gdzie jest dużo ludzi młodych, albo pięknych, albo zamożnych. Siedzieli w kawiarnianych i piwnych ogródkach, jedli, pili, rozmawiali i śmiali się. Dużo świateł i światełek, rośliny i kwiaty, ptaki krążące przed nocą po niebie były dobrym omenem; i rowerzyści, którzy przemykali cicho jak duchy, zwiastuni lepszej przyszłości. Równiutki bruk, chorągwie, czystość.

Tak, brakowało tylko fontanny i zapachów; kawy, perfum. No trudno, może z czasem i fontanna stanie na Rynku. Dobrze rządzone miasto stale się zmienia i poszerza sferę urodziwej wygody. Starałam się nie patrzeć na dorożki, bo los biednych koni z pióropuszami na łbach nie jest szczególnie pomyślny, a pretensjonalność niezaczarowanych dorożek i sielskość końskich zapachów nie pasują do Rynku, nie nie. Konie do stadnin, ludzie na rowery.

Miasto odpoczywało, czekało na noc, radość, na muzykę, na zjednoczenie przeciwieństw czy na kolejny dzień pracy nazajutrz. Upolowałam myszkę, a gdy wróciłam do domu, kot siedział przytulony do odkurzacza, porzuconego w przedpokoju. Kimże jest ten nasz nowy kot i co jeszcze będzie chciał robić?

Nazywamy go Felo, wg metryki Felix.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby móc komentować.