Agrafka

Zaszedłem wieczorem do kuchni mojej Iwonki po agrafkę. Na krześle Iwonki spała kotka z zielonymi oczami. Za oknem pociemniało, zaczęło kropić. Zaparzyłem sobie herbaty jaśminowej i siadłem na fotelu bujanym koło pieca. Ze strychu dobiegła salwa śmiechu. Kawałeczek tynku z sufitu wpadł mi do filiżanki. I jeszcze jedna salwa, i jeszcze jedna. Z kandelabra pod sufitem wypadła świeca, złota. Iwonka z koleżankami słuchały nauk kryształowej kuli po prababce barona Rumianego, Koniecpolskiej. Deszcz padał, herbata się już kończyła, ze schodów zaczęły zbiegać koleżanki Iwonki, potem szybko rozjechały się samochodami. Tylko jedna Aptekarzowa poszła w deszcz z parasolem.
Iwonka weszła do kuchni, kotka podbiegła na powitanie, a ja pytam: Czemu dziś tylko śmiechy były, zwykle jest na pół z płaczem?
To ja prowadziłam zebranie, powiedziała kwaśno moja Iwonka. Z kryształową kulą nakreśliłyśmy wstępnie plan pięcioletni dla naszej Lipnicy, zgodnie z wytycznymi z powiatu. Będą nasadzenia, masowe.
Bo uradziłyśmy dziś, że trzeba więcej niż jednej lipy w naszej Lipnicy. Posadzimy aleję lipową aż do rzeczki Lipniczanki.
I odkopiemy studnię u False-Ogrodnicków. Bo potrzeba dużo dobrej wody.
I przy głównej ulicy posadzi się jarzębiny, jak chciała Aptekarzowa.
I jeszcze kula kazała wam powiedzieć, Gardbua, że ten piąty motyl Sołtysowej to nie bielinek kapustnik, tylko niepylak mnemozyna.
To nie ma znaczenia, mówię, skoro nadal nie ma Krawcowej.
Pora na kolację, mówi Iwonka i dosypuje kotce chrupek. Nie myśleliście, że mógłby to być Krawiec?
Krawiec Klemens?
Tak właśnie. Klemens Krawiec.
Słońce przebiło się przez chmury i zaświeciło prosto w lustro kredensu.
To interesująca wiadomość, powiedziałem. Jeśli prawdziwa. Chyba pora na nadzwyczajne lipcowe zebranie kółka bezpiórych dwunogów. Czy jest tu gdzieś jakaś agrafka?

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby móc komentować.