Kółko bezpiórych dwunogów przyszło w komplecie i punktualnie o 5 minut 15. Niby wszystko bez zmian, ino Wikary rzekł od drzwi, że przybywa incognito, żeby mówić do niego W. I jeszcze włosy miał splecione w mały warkoczyk, bo zapuszcza. Niektóre zeszczupleli, a inne się poprawili, a że Kuba zamontował w drzwiach wejściowych czujnik masy ciała, to od razu Elka, nasza Wielka Kulinarna Mistrzyni, powiedziała, że ogółem przyrost masy ciała naszego kółka przekracza 15 kg. I że do pierogów nie będzie żadnego masełka ani skwarków, ino chudy jogurt z koperkiem. Niektóre były trochę zasmucone i wytrącone z równowagi, bo i innego jedzenia podała Elka do stołu o 20% mniej . Ale szardonej nie ograniczyła, ani innego picia.
Rzeźniczka zadzwoniła widelcem o kieliszek i mówi, że najpierw gospodarka. Nad podziw dobrze realizuje plan szkoła tańców Barona Rumianego; zapisy są już na rok 2012, a program nauczania poszerzony o kozacki taniec z szablami, na wyraźne zapotrzebowanie turystów ze sfery dolarowej. Z tego bydziemy finansować aleję… i tu liberał Eugeniusz zaprotestował przeciwko samej zasadzie postsocjalistycznego planowania.
Weźta se do głowy, pogrobowcy Daszyńskiego, mówił, że wasze socjalistyczne planowanie już dawno w grobie, i jak ono leży głęboko, tak wysoko rośnie wolny rynek. A jeśli na ten przykład my z Rzeźnikiem zechcemy kole rokiciny pobok alei lipowej, co ją planujeta, wybudować rzeźnię i garbarnię, a ścieki puścić do Lipniczanki, to kto nam zabroni? Jak mamy za sobą kapitał!
I tu podskoczył w górę, a zresztą my też podskoczyli wszystkie, bo cały nasz okrągły stół się zatrząsł, gdy Rzeźniczka walnęła weń pięścią, i nie raz.
Ja, wrzasnęła, ja wam zabronię, a to skroś ślubnej przysięgi Rzeźnika! Cóżeś mi ślubował, wierność i szacunek, i posłuszeństwo bez granic, to terozki dotrzymuj, ty! Ja nie chcę rzeźni kole aleji, i rzeźni tam nie bydzie, chceta to róbta rzeźnie w ogrodzie Eugeniusza! Tak ma być, jak ja chce, bo przy mnie siła i prawo!
Tak tak, malutka, tak tak, zawołał Rzeźnik, tak będzie, kwiatuszku, jak tylko sobie chcesz.
A zresztą, Eugeniuszu, marzycielsko dodał W., może i jest ziarno prawdy w tym planowaniu. Za cztery lata ma być koniec świata według Majów, on, W., już się tej Apokalipsy doczekać nie może. Tu etyk Lichotka wzburzony zaprotestował przeciwko zdradzieckiemu uwodzeniu elity intelektualno-duchowej Lipnicy przez tani pogański ezoteryzm, co zatruwa i niszczy prawdziwy religijny ezoteryzm lipnicki, a zwiedziony W. chce zaaplikować oba naraz, i że to obraza dla rozumu ludzkiego lipnickiego; a tu naraz Romanowa przyznaje się, że bada wahadełkiem każdą swoją porcję pizzy, czy nie za duża, i mimo to tyje, a jakby dopiero tyła bez wahadełka!
Pilimy, przepraszam, piliśmy szardonej, i dyskurs wyraźnie zaczął z alei schodzić na manowce. Jednak Rzeźniczka podjęła ponowną próbę: że będzie w Lipnicy aleja lipowa, to konieczność, żeby nasz Gardbua nie musiał praktykować na środku rynku. I ta alejka dobiegnie do Lipniczanki. I po bokach zrobi się klomby z rodzimych odmian róż, a po prawej wytniemy rokiciny i zrobimy ogród zabaw i bezpieczne kąpielisko dla dzieci. A po lewej będzie naturalne siedlisko nadbrzeżnych motyli. I co, tak się to skończy na Lipniczance, pyta W. Ja wam wytyczę nowe szlaki, ech, wy racjonaliści, pozbawieni wyobraźni! Przecież można przerzucić mostek przez Lipniczankę! Zróbmy mostek chiński czerwony, na środku z pawilonem do medytacji. A do marketingu projektu weźnie się Rąpucla i Wątrobiankę, którzy wrócą do nas po jesiennym zrównaniu dnia z nocą, tak zapewnia Baronowa Windołpurpył, co znowu zmieniła nazwisko. A za mostkiem posadzimy pod pagórkiem kilka sosen, mówi Karme Sołtysowa. Tak, pięknie pachną w słońcu, popiera ją natychmiast Aptekarzowa. Tak, ale nie tylko, mówiła Karme, bo wtedy może przyjedzie do nich Mistrz Czerwonej Sosny, jak wyrosną. Ten Mistrz Czerwonej Sosny z Zapisków historyka Sy-ma Ts’iena. A kiedy to będzie, za trzydzieści lat, westchnęła Cukierniczka, nie doczekamy. Dzieci doczekają, powiedziała Aptekarzowa.
A to za pagórkiem zróbmy boisko, zaproponował Roman. Zza sosen nie będzie dolatywał testosteron, tak mogłoby być, przytaknęła Aptekarzowa.
I nagle zrozumielimy, że trzeba nam pilnie ino wizji lokalnej, to wzięło się tych kilka butelek, co zostały, i wszystkie pojechalimy busikiem W. nad Lipniczankę, choć był już środek letniej nocy. Zaczelimy tańce, w rokicinie coś piszczało, a W. puszczał najnowsze chińskie sztuczne ognie w kształcie smoków i smoczków.