Was nie, błogosławione, objawione
w dawnej krainie obrazy Bogów,
was więcej nie będę przyzywał,
gdy jednak wami, ojczyste wody,
żali się serdeczna miłość, czegóż
ona pragnie, opłakująca świętość? Bo kraina
trwa w oczekiwaniu i niskie jak w upalny dzień
ocienia nas dziś, stęsknionych, ciężkie od przeczuć niebo.
Ciężkie jest od obietnic i wydaje mi się też
groźne, ale chcę pod nim pozostać,
a moja dusza nie będzie już zwracać się wstecz
ku wam, niegdysiejsi, tak mi drodzy.
Bowiem dziś lękałbym się oglądać, jak niegdyś,
waszepiękne oblicza, bo grozi śmiercią,
bo nie wolno budzić umarłych.
Minieni Bogowie, przeszli! wy także, pamiętani,
ongiś byliście prawdziwi, w waszym czasie!
Niechcę niczemu przeczyć ani o nic błagać.
Gdy bowiem dokonało się i zgasł dzień,
najpierw odszedł kapłan, a potem
z miłości podążyli za nim do krainy cieni
świątynia i wizerunek, a także obyczaj,
i żadne nie może się już pojawić.
Tylko jak z płomieni żałobnego stosu wzbija się
złoty dym, saga,
i mroczy nam, wątpiącym, głowy,
i nikt nie wie, co się z nim stanie. Czuje on,
jakby cienie tych, co byli niegdyś,
dawnych, odwiedziły powtórnie ziemię.
Gdyby jednak mieli powrócić, uciskaliby nas
i pod błękitnym niebem ludzie jak bogowie
nie wyciągaliby świętej broni.
Zieleni się już pole, zasiane
w przeddzień surowszego czasu,
gotowy jest dar
na ucztę ofiarną, rozległa dolina i rzeki leżą
wokół proroczej góry,
i człowiek może patrzeć aż ku Orientowi
skąd dociera doń wiele przemian.
Zaś z eteru spada
wierny obraz i niezliczone zeń spływają
boskie słowa, rozbrzmiewając w najtajniejszej dolinie.
I orzeł, przybysz znad Indusu,
który przefrunął nad
zaśnieżonymi polami Parnasu,
wysoko ponad ofiarnymi górami Italii,
nie szuka radosnego łupu
dla ojca, ale, jak nigdy nie zwykł, wprawny w locie,
stary, na koniec radośnie przefruwa Alpy i
ogląda bardzo odmienne kraje.
Szuka kapłanki, najcichszej córki Boga,
jej, która zbyt chętnie milczy w głębokiej prostocie,
jej szuka on, która patrzy ufnymi oczami,
jakby nie wiedziała, najmłodsza, że burza grzmi
wokół jej głowy, grożąc śmiercią;
dziecko oczekiwało najlepszego,
i na koniec w rozległym niebie zdumiano się,
ponieważ jeden tylko był równie wielkiej jak ona wiary,
Błogosławiący, który jest mocą nieba;
dlatego posłali posłańca, który, szybko ją rozpoznawszy,
tak myśli z uśmiechem: Ciebie, Niezłomną, musi
wypróbować inne słowo, i woła głośno,
młodzieńczy, spoglądając ku Germanii:
„Ty jesteś wybrana,
ukochana i dość silna,
by unieść trudne szczęście,
dotąd skryta w lesie i pijana kwitnącym makiem,
dawcą słodkich snów, nawet mnie nie spostrzegłaś
i długo jeszcze, dziewico, nie czułaś śladu dumy
i rozważałaś, kim miałabyś być i dlaczego,
ale sama tego nie wiedziałaś. Nie omyliłem się co do ciebie
i tajemnie, gdy śniłaś, w południe przy rozstaniu
zwróciłem ci znak pokoju, kwiat ust, i sama przemówiłaś.
A przecież masę złotych snów zesłałaś także,
Błogosławiona! w rzekach i huczały one niewyczerpane
w całej okolicy. Bowiem nieomal święta
jest przede wszystkim Matka,
nazwana przez ludzi ukrytą,
stąd twoja pierś
pełna jest miłości i bólu
i pełna przeczuć
i pełna pokoju.
O, pij ranne powiewy,
aż otworzysz się,
i nazwij, co masz przed oczyma,
bo tajemnica nie powinna już dłużej
pozostawać niewypowiedziana,
choć długo była zatajona;
bo śmiertelnym przystoi wstydliwość,
a tak przemawiać przez czas dłuższy
to dar Bogów.
Gdzie jednak źródła przepełnia złoto i dlatego głośniej tętnią,
a na niebie potężnieje gniew,
raz wreszcie między dniem a nocą
musi ujawnić się prawda.
Opisz to po trzykroć,
a jednak żyjące na ziemi niewinne
musi pozostać niewysłowione.
O, nazwij, ty, córo świętej Ziemi,
nazwij raz wreszcie Matkę. Szumią wody na skale,
i wiatr w lesie i tym samym imieniem rozbrzmiewa
miniona boskość z dawnych czasów.
Jakaż odmiana! I odtąd jaśnieje
i przemawia radosna przyszłość z oddali.
A pośrodku czasu
żyje w pokoju z poświęconą
dziewiczą Ziemią Eter
i chętni do napominania są
prostoduszni, którzy
zebrali się wokół ciebie,
prostodusznej,
w dzień twego święta,
Germanio, któraś jest kapłanką
i bezbronna udzielasz rad
zgromadzonym wokół
królom i narodom”.