Ha, chyba jednak coś się stało ze słońcem.
Wielokrotnie w tym dziwnym grudniu zamierające słońce jednak się trudziło i błyszczało. Byle jaka niedziela w środku grudnia, a tu przez środek południowego okna wnika promień i natrafiwszy na oparcie czarnego lakierowanego krzesła rozprasza się w tęczową aureolę. Duża aureola wokół krzesła, cóż to znaczy? Wszystko jest energią, również czarne krzesło, może powiedziałaby słoneczna aureola, gdyby umiała mówić.
Ba, pewien szewc ze Zgorzelca, Boehme, zobaczył w swej kuchni takie rozszczepione na cynowym dzbanku światło słońca i przebudził się. Co prawda była to inna pora roku.
W grudniu wszystko trudniej.
Anioł Szalgiel, według Kabały zarządzający opadami śniegu, nie zdołał zabrać się do roboty – poprószył dzień czy dwa i odstąpił swoją niebiańską meteorologiczną placówkę aniołom od mgły i od deszczu. A teraz, po świętach, już się słońcu nie chce rozszczepiać na byle sprzętach domowych, ba, nie chce mu się w ogóle ujawniać zza chmur. To może takie maniery wielce polityczne w najlepszym współczesnym stolicznym stylu; jeśli się koniecznie nie musi, nie działa się. Krakowskie słońce nabrało manier od rządu! Ha, skoro jak na górze, tak na dole, to jak na dole, tak na górze.
A tu zaraz Nowy Rok! Może być, że gdyby rząd zechciał, to miałby jakąś idejkę, ideę dla nas wszystkich na rok 2012, ot, choćby – no, od 25 grudnia zacząłby przygotowywać barkę i szyć szkarłatne żagle (ałyje parusa). I na wiosnę wsiedlibyśmy na nią wszyscy, na barkę z ałymi parusami, nasze sławne towarzystwo, cała wspólnota, cukrzycy, maniacy i chorzy na raka też, i popłynęlibyśmy do ciepłych krajów, gdzie mówi się zrozumiałą polską mową.
Ale może już siedzimy w machinie przyszłości i jest to rollercoaster. Rollercoasterem do konsumpcyjnego raju. Na witrynie sklepiku w centrum Krakowa pyszni się napis Merry Christmas. Czy w czasach Franciszka Józefa wypisywano w Krakowie na witrynach Frohe Weinachten? Jest to dobre pytanie, jak odpowiadają niektórzy.
Idejka, dobre sobie. Słońcu się nie chce, to i ludziom nie – stąd na przykład (przykładów skąpo, bo w grudniu nie chce mi się zaglądać na portale) nierząd w zarządzaniu służbą zdrowia. A to pozór, bo tu dąży się do wzorca opieki zdrowotnej w USA, i to rollercoasterem. Wobec tego nie wydaje mi się, by na przyszły rok wystarczył bujny pomysł Palikota na pochód pierwszomajowy. Choć przyznam, że ta idejka jest potężna – znamienite zamierzenie – od grudnia do maja gadać o przyszłym pochodzie lewicy, dla lewicy, z lewicą, lewicowo, i dzięki temu wielomiesięcznemu planowaniu usadzić ludzi o ideach lewicowych jak kwoki na jajach; żeby nigdzie indziej, do innego pochodu broń Boże nie biegli, bo oto pójdzie jeden, lewicowy pochód pierwszomajowy Palikota. Chłopina szpakami karmiony.
Czy może to chodzi o zjednoczenie SLD i partii Palikota? Przednia idejka. Jutro sprawdzę dokładniej.