Archiwum kategorii: Ja, Gajowy z Lipnicy, moja Iwonka i inne chłopaki

Idy listopadowe

Jak zwykle spóźniona! Listopad zwykle odbiera życie roślinom, i tak się stało z cząstką tego blogu, będącego bądź co bądź plantacją migdałowców. Otóż jedna roślina,  Opowiastki o Gajowym z Lipnicy, jego Iwonce i chłopakach, opowiedziane przez niego samego, obumarła dla tego świata, wyłaniając się w innej rzeczywistości jako książka Amandaie w naszy Lipnicy. Żywe gałązki [...]

Radosna zmiana

Ostatnio Elka przychodzi do nas stale na jedzenie, bo Kuba wyjechał i zabrał klucze od swojej pracowni, piwniczki i spiżarki, a także kartę kredytową i debetową. Zwykle jest wegetarianką, a jak czasem je mięso, to towarzyszy Tatusiowi mojej Iwonki. Dziś na kolację dla Tatusia, Elki i Piekarza robiliśmy tatara, źle mi szło siekanie polędwicy, jeszcze [...]

Wiadro róż

Po zachodzie słońca, gdy moja Iwonka przyszła ze młyna, poszliśmy do Elki. Wszystkie już siedziały za stołem, Kuba w zielonym fartuchu uwijał się koło pieca i odgrzewał kapustę, kroił gęś. Widać było, że to samsara: połowa kieliszków na stole kryształowa, połowa szklanek. Na kredensie jedna tylko dekoracja, a to wiaderko metalowe z różami czerwonymi. Na [...]

Szpinak

Moja Iwonka gotowała na kolację szpinak; wypłukała liście, odcięła korzonki, biorąc po garści szpinaku kroiła go grubo i kładła do garnka, dosypując porwany koperek. Ja siedziałem za stołem i na kawałkach papieru pakowego malowałem turkusowe gwiazdki. Tatuś mojej Iwonki kładł na każdym papierku po trzy kawałki suszu jabłkowego, a Piekarz kleił kopertkę i owiązywał złotym [...]

Ofiara całopalna

Poszliśmy znowu z moją Iwonką do Klemensa, i z tortem daktylowym. Dał nam koce, bo trochu zimno, i zaprosił do ogrodu. Podeszliśmy trawnikiem do jabłonki. Przed jabłonką stał wielki trójnóg, jakby ze złota, ale może pozłacany; moja Iwonka wspięła się na palce, spojrzała i mówi: dorzuciliście złote opiłki. A tak, mówi Klemens, przed godziną Kuba [...]

Mezzaluna

Stałem przed domem mojej Iwonki z doniczuszką w rękach. Dym szedł z komina. Okno kuchni było uchylone, odbijało cisa sprzed wejścia. Wszedłem do kuchni przez sionkę. Gajowy, dzwoniłam do was więcej niż 15 razy. Czemu nie odbieracie telefonu? Nie łączyło, powiedziałem. Komórka zadzwoniła. Co to, esemesik od Aptekarzowej? Nie, to budzik, powiedziałem. Co tak nabożnie [...]

II Raport z oblężonego miasta

Iwonka, to ja, Wasz Gardbois. Mówię do Was ze szklanej kuli, z pakamery. Wszystkie jeszcze siedzą w kuchni, co tu przyszli w niedzielę. Pytaliście, na jakiej diecie jesteśmy teraz w Lipnicy, to Wam powiem, że na żadnej. W niedzielę na obiad my z Wikarym jedliśmy dahl z czerwonej soczewicy, Tatuś zaspał, ale poczekaliśmy na niego, [...]

Raport z oblężonego miasta

Siedziałem wczoraj w mojej pakamerze w szlafroku w smoka i pisałem maila do mojej Iwonki. Zasadniczo piszę go co niedziela wieczór, ale aby być wiernym sobie, trzeba czasem się zdradzić, jak mówi Komornik od liberałki Eugeniuszowej.  Nic mu wtedy nie powiedziałem, bo co z takim gadać, ale patrzę wieczorem, Lederg, co zwykle drzemie z głową [...]

Lipa sądowa

Poszedłem wczoraj pod wieczór do Klemensa, bo mnie wezwał. Myślałem, czyby nie wziąć Lederga, i wziełem go, ale po trawie nie chciał chodzić, został w bibliotece. Klemens wziął konewkę i poszliśmy do ogrodu, do nowej jabłonki. Świeciło przedwieczorne słońce, kora jej posrebrniała? pytam Klemensa, ale on głową kręci, patrzę, od mojej strony jest kilka jabłuszek, [...]

Majowe, świąteczne

W pierwszą sobotę maja skoro świt zaczęliśmy szykować w kuchni mojej Iwonki uroczyste śniadanie. Piekarz krajalnicą kroił cieniuśko wędliny, układał na półmiseczkach, kroił babkę drożdżową, do stołu ja musiałem nakryć, żeby obrusu nie poplamił, bo Piekarz na krajalnicy pociął sobie cztery palce, a piąty nożem do chleba. W zamian on dokończył mój sos tatarski, pokroił [...]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.